Umowy jednak śmieciowe

Na Wyborczej jest artykuł, w którym pan profesor Wojciech Cellary (informatyk, bo to ważne) wypowiada się na temat tzw. umów śmieciowych, o których ostatnio głośno. Pan profesor twierdzi, że młodzi, szczególnie absolwenci uniwersytetów, mają niesłuszne roszczenie o umowy o pracę. Absolwenci na zleceniach, na umowach o dzieło są porównywani do przedsiębiorców, którzy nieustannie walczą o kontrakty. Ale pan profesor zapomniał o kilku sprawach:

1. umową zleceniem pracodawca nie może zastępować umowy u pracę, to znaczy – jeżeli ktoś wykonuję pracę jak na umowie o pracę, powinien taką umowę dostać. Umowa zlecenie nie może być wynikiem obejścia przez pracodawcę przepisów prawa pracy, bo wówczas jest to wykroczenie przeciwko prawom pracownika. A często bywa tak, że praca wykonywana na podstawie zlecenia NIE RÓŻNI SIĘ NICZYM od pracy świadczonej przez pracowników zatrudnionych na umowę o pracę – zleceniobiorca wykonuje ją w określonych przez pracodawcę godzinach, w sposób przez pracodawcę określony, mało tego – w tym samym zespole osób pracownicy wykonują te same zadania, co zleceniobiorcy. Tak jest do dzisiaj w jednej z największych spółek Skarbu Państwa, w której miałam zaszczyt być zleceniobiorcą przez półtora roku. Zleceniobiorcy wykonywali tę samą pracę, co pracownicy, tylko że nie mieli prawa do urlopu, dziewczyny nie miały co marzyć o ciąży, a wszyscy drżeliśmy na myśl o przyszłej emeryturze. O podwykonawcy nie było mowy, bo tak skonstruowana była umowa. Zresztą umowa zawierana była na tak krótki okres, że nikt nie śmiał „podskoczyć”, bo wiadomo było, że od następnego miesiąca pracy mieć nie będzie. Ciekawe, czy pan profesor Cellary taką sytuację również popiera?

2. Drugi punkt poniekąd powiązany jest z pierwszym – bo pan Cellary przywołuje sytuację z XX wieku i twierdzi, że wówczas różnica między wykształceniem robotnika i menedżera była ogromna i należało wziąć odpowiedzialność za niewykształconych. Wyrazem tego jest ochrona wynikająca z umowy o pracę. Pan Cellary zapomina o jednym. Do dzisiaj wielu wykształconych, wybitnych menedżerów jest zatrudnionych na umowie o pracę – w urzędach, w instytucjach non profit, w przedsiębiorstwach świadczących usługi, ale także w przedsiębiorstwach produkcyjnych. Owszem, jest garstka zatrudniona na kontraktach menedżerskich, ale nie mają one wiele wspólnego z umowami zlecenie ze stawką 1500 zł. brutto. Mnogość umów o pracę wśród menedżerów wynika zapewne z faktu, że i on chciałby mieć płatny urlop i zabezpieczenie w razie zajścia w ciążę i okres wypowiedzenia. Dlatego umowy zlecenie i o dzieło zostały skonstruowane z przeznaczeniem dla określonych rodzajów działalności. Dziennikarz/naukowiec/grafik komputerowy żyjący z umów o dzieło, któremu płaci się za „owoc” tej pracy, może tak sobie ją zaplanować, że 2 tygodniowy urlop nie odbije się na jego budżecie. Czasem nawet potrzeba leżenia całą ciążę w łóżku nie jest tragedią, bo mimo to ciężarna dziennikarka, pisarka lub graficzka uskuteczniać pisanie bądź projektowanie. Dla pani sprzedawczyni zatrudnionej na zleceniu urlop bezpłatny czy ciąża to już dramatyczne pogorszenie sytuacji finansowej.

3. Pan Cellary pisze, jakoby umowy zlecenie były przeznaczone dla tych wykształconych, światłych, którzy nie potrzebują ochrony. Ale umowy te są powszechne przy najprostszych, najmniej płatnych pracach właśnie – w fabrykach na taśmach, w sklepach, firmach sprzątających, nawet na najniższych stanowiskach w urzędach.
Headhunterzy łowiący menedżerów nie zaoferują im zlecenia, bo się ośmieszy, co najwyżej kontrakt menedżerski, a najlepiej umowę o pracę właśnie. Gdzie tu podział na tych biednych niewykształconych robotników, którzy potrzebują ochrony w postaci umowy o pracę oraz na światłych menedżerów, którzy wręcz powinni pracować na zleceniu, aby dać wyraz swojemu wykształceniu?

4. Porównanie umów cywilnoprawnych do działalności gospodarczej również nie jest na miejscu, bo przedsiębiorca odprowadza składki ZUS. Poza tym sam jest sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Jest to ryzykowne, ale niektórzy to lubią. Ale czy nadużyciem nie jest oczekiwanie, że, osoba chcąca pracować jako urzędnik czy listonosz, ma założyć działalność gospodarczą? Nie jest to śmieszne? Absurdalne?

A zatem – umowy cywilnoprawne tak, ale tam, gdzie jest ich miejsce – przede wszystkim w wolnych zawodach, a nie zamiast umów o pracę, bo ocieramy się o absurd, zaś argumenty pana Cellarego wydają się być kompletnie oderwane od polskiej rzeczywistości.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii publicystyka i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Umowy jednak śmieciowe

  1. axelpisze pisze:

    No tak, Pan Zero-Jedynkowy ma pojęcie o rzeczywistości wyjęte z rzeczywistości. Pewnie sypia w łóżku ze swoim ZX Spektrum. Współczesna Ekonomia się rozpada, ludzie na pewno nie dadzą się tak wodzić za nos w nieskończoność. Zera i jedynki tego nie obejmą, szkoda mi go trochę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s